Larry Stylinson
Inspiracja: Marians Trench, Demi Lovato.
- To prawda, w życiu przychodzi taki moment gdzie trzeba zmian. Gdzie to jest silniejsze od Ciebie, a tak naprawdę tego nie chcesz? Chcesz żyć tym co było wcześniej, nawet jeśli jest to niemożliwe. Pragniesz tego jak niczego innego, z tą świadomością, że tak trudno jest się pozbierać po wszystkim, co było tak ważne i wspaniałe, cholernie nieosiągalne. Boli, prawda? Nie potrafię sobie z tym poradzić. Nadal to do mnie nie dociera, wciąż żyję tą jebaną przeszłością. Powinienem pójść na przód, myślisz? Ja sobie nie poradzę, już teraz sobie nie radzę, a co dopiero gdybym miał ruszyć przed siebie.. Moja dusza odeszła, mojej duszy nie ma. Jest coraz gorzej, jednym słowem fatalnie. Fatalnie? To mało powiedziane, gdybym mógł wcześniej zrozumieć kim jestem, skończyłoby się to całkiem inaczej. Tylko czemu jestem tak uparty? Nie mogłem znieść tego, że jestem inny, a Ty się z tym ot tak pogodziłeś. Myślę, że było Ci łatwiej. Wiedziałeś o tym, nie przeszkadzało Ci to, a ja? Męczę się z tą wiadomością, że Ciebie już nie ma. Dałem Ci odejść, bo jeśli się kogoś kocha, powinno się dać mu wolną rękę. Chciałem żebyś był szczęśliwy beze mnie, ale ja bez Ciebie... jestem nikim. Czemu jestem idiotą? Nieczułym idiotą który pozwolił odejść swojej jedynej, największej miłości ze względu na to, że jestem dupkiem i nie chciałem tego? Czasu nie cofnę, nawet sobie nie wyobrażasz jak teraz, bardzo pragnę Twojego dotyku. Oddechu który połaskocze mnie po skórze, gdy będziesz chciał skraść poranny pocałunek z moich warg. Każdej nocy żałuję, wiesz? Każdej nocy leżąc w łóżku, myślę jakby to teraz z nami było, leżelibyśmy razem w jednej sypialni, dzieląc wspólnie łóżko. Wtuleni w siebie. Przyznaj, że Ty też masz takie wizję co noc? Nie oszukujmy się.. Brakuje mi Ciebie, tamtych chwil gdzie żaden z nas nie myślał o miłości, gdzie wszystko było takie proste i poukładane. Wtedy miałem Ciebie.. Kurwa! Nie ma Ciebie i nie będzie, nie ma mnie, zabrałeś mnie ze sobą, część mnie.. Tą częścią jesteś Ty. Czuję pustkę, nikt nie może jej wypełnić. Nikt oprócz Ciebie, Harry. Wiesz, że teraz moim marzeniem jest to, żebyś wrócił i wybaczył mi tą głupotę? Wybaczyłbyś mi, prawda? Powiedz, że tak.. Ja nie potrafię sobie wybaczyć, nigdy sobie tego nie wybaczę. Jesteś dla mnie jak zakazany owoc, odrzuciłem możliwość posmakowania go. Jesteś jak cholerny narkotyk, który uzależnia z dnia na dzień jeszcze bardziej, żadna głupia terapia by mi nie pomogła. Wiesz co by mi pomogło? Twoja obecność. Aż tak bardzo bałem się odrzucenia ze strony przyjaciół rodziny.. Nie przejmowałeś się tym, wyrzuciłeś kartę na stół i wszyscy wiedzą o Twojej odmienności, o mojej wiesz tylko Ty.. Czemu pozwoliłeś mi tak postąpić? Byłeś przy mnie gdy Ciebie potrzebowałem, czemu to się zmieniło? Głupio się pytam, przecież znam odpowiedź. Czemu ja nie zrobiłem niczego żeby być z Tobą wcześniej, obiecałem Ci, że bez znaczenia co się wydarzy będę z Tobą. Złamałem swoją obietnicę, przepraszam.. Harry.. Daj mi szansę.
Te uczucie pożerało go od środka, to poczucie winy. Bo to przecież jego wina, teraz przez swoje niezdecydowanie stał pod drzwiami chłopaka o bujnej kędzierzawej fryzurze, czekając aż wreszcie ten zechce otworzyć mu drzwi. Chciał go zobaczyć. Tak długo nie widział tego nieziemsko pięknego spojrzenia, te zielone oczy które przeszywały go na wskroś. Niebiański uśmiech, a gdy się uśmiechał jego policzki zdobiły dwa małe dołeczki. Wyglądał uroczo. Nawet w tej chwili, gdy był załamany, wspominając każdy detal jego twarzy, uśmiechnął się. Tak właśnie, uśmiechnął się. Wspomnienia które z jednej strony bolały starszego chłopaka, a z drugiej rozweselały w dużym stopniu tego znaczenia. Wszystkie słowa które wypowiedział, były tak szczere jak jeszcze nigdy. Nie pamiętał kiedy wyznał komukolwiek miłość w tak nietypowy sposób, na dodatek każde słowo było jak najbardziej pełne żalu, miłości i chęci bliskości drugiej osoby. Osunął się po drzwiach i usiadł na zimnych betonowych schodkach. Westchnął głośno, powoli tracił nadzieję, że jeszcze ujrzy twarz.. twarz osoby która nadaje sens jego życiu. Niespodziewanie zacząć szlochać, tak po prostu szlochać. Ostatnie iskry jego nadziei gasły..
- Czuję, że nie chcesz ze mną rozmawiać.. Jestem pewny, że stoisz przy drzwiach i słuchasz wszystkiego co mówię. Te 6 miesięcy.. sprawiły, że wreszcie zrozumiałem swój błąd. Pamiętasz dzień w którym odszedłeś? Tego samego dnia zerwałem z El. Dotarło do mnie, że to nie z nią chcę spędzić resztę swojego życia.. Harry jeśli mnie słyszysz, zapukaj 2 razy.
Chłopak kolejny raz westchnął, miał zamiar się już poddawać. Zdał sobie sprawę, że już go nie odzyska, że to nie to, że czas się wycofać, ale coś go powstrzymało. Jego serce nagle stanęło, a zza drzwi wydobyło się ciche pukanie. Teraz? Teraz Louis odetchnął z ulgą, tym razem pewniej usiadł na zimnej posadce. Chciał znów zaczął się tłumaczyć, lecz znów mu przerwano.
- Odejdź, idź.. Nie wracaj. Zostaw mnie..
To co usłyszał zabolało go.. Bardzo, teraz on został odtrącony. Był coraz bardziej wściekły na samego siebie, że zrobił to młodszemu chłopakowi. On cierpiał. Jego serce przez moment cieszyło się, że usłyszał jego głos, że ma szansę na to, żeby się pozbierać, ale nagle znowu jego świat się zawalił.
- Chcesz żebym odszedł? Naprawdę chcesz, żebym zniknął, na zawsze?
Wyjęczał pod nosem, czując już jak jego oczy powoli zaczynają łzawić. Czyżby to miało znaczyć koniec? Koniec jego? Nie chciał żyć bez loczka, nie chciał, nie to, że nie chciał. Nie potrafił. Te 6 miesięcy było udręką która pogrążała się w depresję, właśnie tak. Nigdy nie miał problemów ze sobą, zawsze się, ze sobą dogadywał, a teraz? Ciągle się sam o to pyta, ale on dobrze zna odpowiedź, tylko boi się do tego przyznać, boi się sam sobie odpowiedzieć na to jak skrzywdził osobę tak bliską jego sercu. Kolejne strugi łez spłynęły po rozgrzanych policzkach.
- Nie, Lou.. Ty tego chciałeś. Pamiętam dzień w którym odszedłem, pamiętam go doskonale, tak samo jak pamiętam dzień wcześniej. Wtedy się to stało.. wyznałem Ci moją... miłość. - załkał zielonooki. - Czekałem, aż wreszcie coś z siebie wydusisz, nic nie powiedziałeś, pamiętasz? Ale to znaczyło tylko jedno.. że muszę odejść, że chcesz być sam. Ja to tak odebrałem, mimo, iż nie miałeś tego na myśli, tak czułem. W tym momencie chcę żebyś mnie zostawił, tak ja Ciebie.. bo tak miało być, nie chciałeś i chciałeś tego Lou.
- Harry, to nie tak. Chciałeś poukładać sobie to wszystko w coś sensownego. Nie dałeś mi wtedy szansy, uciekłeś, a ja Ci na to pozwoliłem. Nie chciałem zmuszać Cię do trwania przy mnie, dlatego Ciebie nie szukałem, żyłem z nadzieją, że któregoś dnia wrócisz i będzie jak dawniej, przeliczyłem się. Śniłeś mi się praktycznie co noc, a to znaczyło, że cholernie tęsknie. Teraz proszę o to głupią szansę, którą zmarnowałem tamtego dnia.
Pękło mu serce, słyszał łamiący się z każdym wyrazem głos przyjaciela. Przyjaciela? Mógł go jeszcze tak nazywać? Nie widzieli się tak długo, a on nadal trzymał go na dystans. Bał się, bał się, reakcji gdy go zobaczy. Czym dłużej czekał, tym bardziej miał ochotę wyrwać drzwi z zawiasów i spojrzeć w te niebiesko-szare tęczówki które znał na pamięć. Ta potrzeba by go ujrzeć była silniejsza, zrobił to. Powoli złapał za klamkę i otworzył drzwi. Drzwi do swojego serca? Chyba tak. Starszy chłopak nie spodziewał się takiego czynu ze strony młodszego, co go ucieszyło. Mógł go zobaczyć. Stał w progu, podpierając się o framugę drzwi. Patrzył na niego. Wpatrywał się jak w obrazek. Nie zrobił nic, po prostu patrzył. Czuł, ze musiał go zobaczyć. Czuł się winny wszystkiemu co się stało. Ale przecież mógł go zatrzymać, wystarczyły dwa słowa. Stchórzył.. On tego nie zrobił, dał mu odejść co bolało jeszcze bardziej.
- Ha.. Ha-Harry... - wydukał speszony, zmienił się. Zmężniał, na jego niegdyś gładkiej twarzy pojawił się delikatny zarost. Dojrzał, wydoroślał. Pomyślał Lou. Zaś on sam się staczał. - Ko..Kocham Cię..
Padł na kolana, pierwszy raz wypowiedział te słowa na głos, nie w myślach. Na głos, prosto w twarz miłości swego życia. Jego szloch zmienił się w histeryczny płacz. Po raz kolejny zrozumiał błąd jaki popełnił. Chłopak którego darzy głębszym uczuciem wreszcie dojrzał, czego on nie potrafił zrobić przez te pół roku. Poddał się rozpaczy swojej bezradności, wracał do niego w snach.. Nigdy realnie, a te sny z nocy na noc stawały się straszniejsze i prawdziwsze. Stawał przed nim ze łzami w oczach, szepcząc jak bardzo go kocha, a jednocześnie nienawidzi za swój czyn, za jego czyn. Oboje byli winni, prawda? Bo żaden nie zrobił pierwszego kroku. No dobra.. Lou zrobił, według niego zdecydowanie za późno. Ale to oznaczało, że wciąż się nie poddawał, a były takie momenty gdzie pragnął odebrać sobie życie, z powodu braku siebie. Jego dusza odeszła, tak? Jego część, która wpatrywała się w płaczącego mężczyznę, na zimnej posadce. Mało brakowało, żeby sam popadł w rozpacz, to uczucie powoli go zabijało od środka. Kochał go jeszcze bardziej, nawet jeśli usłyszał te dwa słowa dopiero teraz.. Może tak miało być? Musieli oboje zrozumieć jak siebie kochają, jak bardzo są sobie pisani. Takie było ich przeznaczenie, bo jak wytłumaczyć to w inny sposób? Miłość jaką do siebie darzyli była inna.. Zdecydowanie inna, ale nie dziwna. Wręcz piękna, bo rzadko kiedy spotyka się tak dobranych do siebie ludzi, którzy patrzą na siebie z takim uczuciem, pożądaniem, delikatnością. To było coś, czego brakowało z wielu związkach, ale nie w ich. Ich związku nie było. Nie oficjalnie, ale w głębi duszy chcieli budzić się w swoich ramionach co rano i zasypiać co noc.
- Twoje marzenie się spełniło, Lou..
Wyszeptał Harry, chcąc podnieść go na duchu. Przykucnął przy chłopaku i objął go delikatnie swych ramieniem, bojąc się tego, jak kruchy stał się jego ukochany. Starał się nie zamartwiać w takiej sytuacji, chciał się nią cieszyć, bo tak to jest, gdy miłość sobie przeznaczona, wreszcie może się stać silniejsza niż kiedykolwiek. Odbudowywana na nowo, by wzmocnić ich więź. To było to.. Ich czas. Starszy chłopak wtulił się silne ramiona młodszego. Czuł się bezpieczny, kochany. Wreszcie mógł czuć się potrzebny, jego chęci do życia wracały, to dzięki temu głupiemu incydentowi, musiał dojrzeć do tego, iż kocha go całym sobą. Uśmiechnął się poprzez łzy, to już drugi raz tego dnia. Ich oczy się spotkały, Harry ujął jego podbródek. Zatracił się w jego spojrzeniu. Oczy Tomlinsona wydawały się głębsze niż dotychczas. Louis poczuł się wreszcie pełny, on wypełnił jego pustkę. Opuszkami palców sunął po zaroście 18 latka. Dłońmi przejechał po jego policzkach, coraz głębiej wpatrując się w tęczówki zielonookiego. Tym razem ujął je delikatnie, wpatrywał się z fascynacją, to cały jego świat. Harry to jego świat. Podparli się o własne czoła, z uśmiechem nadal się przyglądając ruchom drugiego. Nadszedł moment w którym miało się to stać, ich twarze zbliżały się jeszcze bardziej. Powieki się przymknęły, zasłaniając sobą iskrzące się tęczówki od radości, która w nich buchała. Ostatnie milimetry.. Oddechy się mieszały, delikatnie łaskotały ich twarze. Miała to być magiczna chwila, no i jest. Ciepło po ich ciałach rozlało się momentalnie, gdy wargi złączyły się w całość. Idealnie do siebie pasowały. Delikatnie wargi, w czułym pocałunku. Tak nieśmiały. Ten różnił się od tych wszystkich innych które składał na ustach dziewczyn. Były puste, bez uczuć. To zdecydowanie najlepszy pocałunek jego życia, cieszył go fakt, iż codziennie będzie mógł się nim rozkoszować na nowo.
_
No dobra, może nie jest on idealny. Możliwe, że pojawi się druga część :D Mam taką nadzieję, że się spodoba. Pierwsze takie dzieło.. Umgdfpsjhjuagsfuirwyqufjshuftgsuafhyusgtfujzxbfhuasfiasjfioghfsifsd. Liczę na szczere opinie.. Naprawdę to ważne dla mnie, co sądzicie o tym jak piszę. <3
@LiamsNigga
Osunął się po drzwiach i usiadł na zimnych betonowych schodkach. Westchnął głośno, powoli tracił nadzieję, że jeszcze ujrzy twarz.. twarz osoby która nadaje sens jego życiu. Niespodziewanie zacząć szlochać, tak po prostu szlochać. Ostatnie iskry jego nadziei gasły.. - i łzy pociekły ; o
OdpowiedzUsuńCiepło po ich ciałach rozlało się momentalnie, gdy wargi złączyły się w całość. Idealnie do siebie pasowały. Delikatnie wargi, w czułym pocałunku. Tak nieśmiały. - kurwa zaciesz na ryju , że o ja pierdole ; d
ojj *_* ale piękneee. Hazza i Larry jaaaaajjjjjććććć :D ale ja wiedziałam, że hazza mu wybaczy ;d ale fajny był moment jak miał zapukać w drzwi :D Forever Yours, Daria ;*
OdpowiedzUsuńOchh no przeczytałam :DD
OdpowiedzUsuń*adtegxcwrhcdwsrwrhdfewtgdrq* zgon, kobieto ty masz talent. pisz szybko i dodawaj bo jestem spragniona dalszych części.
OdpowiedzUsuńUgh .. O mały włos się nie popłakałam .. To jest PIĘKNE, CUDOWNE, WSPANIAŁE ! No może nie do końca .. To jest tak dobre, że słowa nie oddaja zajebistości tego opowiadania xDD Masz talent ! Wielki xD Pisz dalej :D Pozdrawiam, Claudia xoxo
OdpowiedzUsuń@Harold_Is_My